Planuję zrobić na HA sterowanie termostatami w budynku biurowym. Teraz są tam zwykłe termostaty, ludzie pracują głównie 8-16 pn-pt, a budynek hajcuje się na okrągło 24h na dobę, 7 dni w tygodniu. Chciałbym, żeby o 16 temperatura się znacznie obniżała (odpowiednik “śnieżynki” na termostacie), a na kilka godzin przed rozpoczęciem pracy podnosiła, żeby o 8 był już komfort (być może godzinę włączenia uzależniłbym jakoś od temperatury na zewnątrz, żeby w szczególnie mroźne dni zacząć grzanie wcześniej).
No i spotkałem się z opinią od kilku osób (opinią, którą słyszałem już wielokrotnie wcześniej przy różnych okazjach dotyczących ogrzewania domu), że na weekend czy święta to może jeszcze to ma sens, ale na noc nie ma co, bo ponowne nagrzewanie wychłodzonych murów zużyje więcej energii, niż się zaoszczędzi na całym schłodzeniu.
Mi się to wydaje nielogiczne - strata energii to jest to ciepło, które budynek wypromieniuje na zewnątrz. A tempo, z jakim ta energia ucieka jest tym większe, im większa jest różnica temperatur między wnętrzem a zewnętrzem.
Czy jest tu jakiś “ciepłownik”, który mógłby mi to wytłumaczyć? Czy faktycznie tak jest? A może to jest jakiś pogląd, który był aktualny z jakiegoś konkretnego powodu w czasach “przed automatyką”, a teraz tego powodu nie ma, więc to podejście się zdezaktualizowało?
P.
EDIT: dodam jeszcze, że budynek ogrzewany jest miejskim ciepłem, czyli płaci się wg licznika zużycia, nie ma tematów związanych z np. mniejszą sprawnością przy mocniejszym grzaniu, itd.